Codzienne zakupy i zmagania, aby starczyło do pierwszego. Jestem za biedna, aby kupować byle co. Prowadzę DG i staram się jakoś związać koniec z końcem.
środa, 12 kwietnia 2017

Euro RTV AGD to mój ulubiony sklep i to od dawna. Lubię robić tu zakupy (i to zarówno w internecie, jak i w sklepach stacjonarnych) i raczej rzadko narzekam na (choć zdarzyło mi się trafić na mało kompetentną obsługę). Tym bardziej poczułam się jednak rozczarowana swoim ostatnim zakupem...
W ramach poremontowego wyposażania kuchni, w ubiegłym tygodniu kupiłam nową kuchenkę oraz zmywarkę. Oczywiście w Euro RTV AGD, w sklepie stacjonarnym. Przywieziono je w poniedziałek, rozpakowano i wypoziomowano. Wszytko szybko, miło i kompetentnie. Tu nie mam żadnych zastrzeżeń. Zdegustowana poczułam się zdecydowanie mniejszym zakupem - pakietem środków do zmywarki.

Zestaw Finish

Rozpakowałam dziś i okazało się, że w zestawie brakuje nabłyszczacza oraz zawieszki zapachowej. Czyli zamiast 5 pozycji były tylko 3. Procentowo - dość duży brak. Cały zestaw kosztował 99zł, te brakujące środki to gdzieś około 30zł. Pudełko nie było w żaden sposób zaklejone taśmą, ale też nie nosiło widocznych śladów otwierania. Gdzie i kiedy mogły zniknąć brakujące preparaty? Czy jakiś sprytny klient dobrał się do nich? Bo chyba nie obsługa? Teoretycznie jest też możliwe, że jakaś feralna seria wyszła z fabryki lub zniknęła po drodze.

Nie lubię takich sytuacji. Nawet zareklamować nie mogę - jak mam udowodnić czego brakowało w pudełku? Cóż, moja strata. I nauczka na przyszłość - takie zestawy trzeba sprawdzać od razu w sklepie. Albo kupować nie w zestawie, tylko wszystko oddzielnie. Choć to raczej już nie w Euro RTV AGD, Biedronka ma niższe ceny na produkty Finish.



poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Videopoint.pl to księgarnia internetowa z naprawdę wartościowymi kursami video. Dominują tu kursy związane z informatyką, ale coraz bardziej rozbudowują się także inne działy.

Biznes i ekonomia

Rozwój osobisty

Warto tam zajrzeć, można naprawdę znaleźć dobre i ciekawe kursy i to w bardzo popularnej formie video.

A w dodatku, w dniach 10 do 12 kwietnia 2017r. na wszystkie kursy video wraz z przypisanymi do nich ebookami trwa świąteczna promocja.

Wielkanocna promocja

Szczegóły promocji są tu:

Wielkanocna promocja na kursy video




wtorek, 04 kwietnia 2017

Z profilu zaufanego na portalu ePUAP korzystam już od ładnych kilku lat. O swoich doświadczeniach pisałam także na tym blogu:

notki z tagiem ePUAP

Naprawdę polecam, w ten sposób można załatwić naprawdę wiele spraw urzędowych i to tylko za pomocą podłączonego do internetu komputera. Oszczędzamy czas i nerwy - warto.

Do tej pory autoryzowałam wszystkie sprawy mailem tzn. po wysłaniu jakiegoś zgłoszenia, na przypisany do mojego PZ adres mailowy otrzymywałam hasło, które wpisywałam w odpowiednie miejsce na portalu. Szybko i wygodnie. Mniej więcej 2 tygodnie temu otrzymałam maila z adresu powiadomienie.epuap@epuap.gov.pl?. Temat wiadomości: Wyłączenie autoryzacji przy użyciu poczty elektronicznej?.
Sam mail nie trafił do folderu SPAM, ale mój program pocztowy (Microsoft Outlook) zablokował go i wyświetlił info o potencjalnie niebezpiecznej i wyłudzającej informacje wiadomości. Doszłam do wniosku, że to kolejna jakaś próba oszustwa, ale na wszelki wypadek postanowiłam sprawdzić. Weszłam na portal (oczywiście nie klikając w żaden link w mailu) i zdziwiłam się widząc taki komunikat na dole strony:

epuap 

Cóż, w takiej sytuacji nie miałam wyjścia. Wszystko wskazywało, że to nie żaden phishing, tylko faktyczna zmiana w sposobie autoryzacji. Zalogowałam się, uzupełniłam numer telefonu w swoim profilu. Po chwili otrzymałam SMS z hasłem. Wpisałam i zaraz potem otrzymałam drugie hasło, tym razem mailowo. Profil Zaufany mam więc aktualny.

Zastanawiam się jednak co takiego było w tym mailu, że został zablokowany? I ile osób mogło go przez to zignorować? Czasu na zmianę autoryzacji jest mało - 7 kwietnia to już w tym tygodniu.
Sama zmiana weryfikacji z maila na SMS wcale nie jest taka zła. Może nawet będzie bezpieczniej? Oszust mailowych jest chyba jednak zdecydowanie więcej niż SMS-owych.


Tagi: ePUAP
17:03, marzatela , Różne
Link Dodaj komentarz »
środa, 29 marca 2017

Pierwszy etap mojego remontu już za mną. Wprawdzie kuchnia, pomijając lodówkę jest jeszcze pusta, ale powoli znajdzie się tam potrzebne wyposażenie i meble. Wszystko po kolei.
Niestety, pojawiły się też pierwsze rysy i to dosłownie. Na jednej ze ścian w kuchni jest ciąg płytek, w tym 2 dekory. Podobno nazywa się to fartuszek.

płytki kuchenne 

Przyklejone już 3 tygodnie temu, bez problemu. Po zakończeniu prac wymyłam je i w zasadzie nie przyglądałam się im później. Kilka dni temu zrobił to jednak mój osobisty syn - ma dobry wzrok i jest perfekcjonistą. No i zauważył, że na jednym z tych dekorów pojawiły się rysy, a w zasadzie wklęśnięcia.

dekor kawa 

Zewnętrzne szkło(?) jest przy tym nadal idealnie gładkie, nie ma tu żadnych rys ani pęknięć. Te wklęśnięcia są pod nim, tak, jakby ściana "wciągała" obrazek. Biorąc pod uwagę, że taki jeden dekor kosztuje 98zł (OBI) - bardzo mi się to nie podoba. Pytałam kafelkarza, co może być przyczyną i bardzo się zdziwił, nigdy się z tym nie spotkał.
Teraz codziennie przyglądam się, czy te błędy się nie powiększają lub ewentualnie nie pojawiają nowe. Jestem zdegustowana, gdyż pieniądze wyrzucone, a efekt kiepski. Ponieważ drugi etap remontu będzie latem - jestem nastawiona na to, że te dekory zostaną po prostu skute i wstawione zostaną białe płytki. Trochę mi szkoda i wściekam się, tym bardziej, że nie mam bladego pojęcia, co może być przyczyną. Felerny dekor? Na tym drugim chyba jeszcze nic takiego nie widać, ale teraz jestem przewrażliwiona i też bacznie się przyglądam.

Cóż, nigdy nie może być idealnie.

Tagi: remont
11:49, marzatela , Różne
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 13 marca 2017

grzejnik łazienkowy

Mój remont (a ściśle rzecz biorąc - pierwszy etap) powoli dobiega końca. Jeszcze 2 dni i kuchnia, toaleta i łazienka będą zakończone. Prawie - pozostaje do załatwienia wyposażenie kuchni. Pokoje i przedpokój to etap drugi, gdzieś w okolicach lata.

Remont jest generalny, znajdujący się w łazience kaloryfer (stary, żeliwny i trochę toporny) też poszedł do kasacji. W marketach szukaliśmy nowego. I okazało się, że wcale nie jest to takie proste - wybrać taki, który mi się podoba i już. Mieszkam w sześciopiętrowym bloku, mieszkania są opomiarowane. Na wszystkich grzejnikach są podzielniki ciepła, wyjątkiem jest ten w łazience. Regulamin spółdzielni zakazuje prac na instalacji w okresie grzewczym, ale firma przeprowadzająca remont zarekomendowała mi wymianę poprzez zamrażanie - bez konieczności spuszczania wody itp. Pomysł mi się spodobał - sama możliwość zrobienia tego teraz, a nie gdzieś w maju zdecydowanie ułatwiał i przyspieszał remont. Na wszelki wypadek jednak poszłam do spółdzielni dowiedzieć się jakie mogą być ewentualne konsekwencje i okazało się, że nie ma problemu. Musiałam tylko napisać pismo z prośbą o wyrażenie zgody na taką wymianę. To jednak nie wszystko. Dostałam całą listę warunków, jakie musi spełniać nowy grzejnik i wymieniane rurki dopływowe. Najważniejszą wartością jest tu moc grzejnika przy dostarczanej temperaturze 95 stopni. Okazało się, że zdarzało się sporo przypadków, gdy w łazienkach montowano duże grzejniki, które ogrzewając znaczną część mieszkania, pozwalają na skręcenie termostatów w innych pomieszczeniach - tam, gdzie są zamontowane podzielniki ciepła. Cwane, prawda?
Wybrałam i kupiłam grzejnik spełniający normy. Nie lubię cwaniactwa, nie mam zamiaru narażać się na ewentualną konieczność wymiany i/lub zmianę algorytmu rozliczania ciepła.
Sama wymiana poszła szybko i sprawnie. Ta metoda zamrażania jest naprawdę skuteczna. Podłącza się takie ustrojstwo do rur, które tworzy taki lodowy kołek w rurach, obcina się rurki doprowadzające, zakłada zawory i już można działać dalej. U mnie wymieniono też rurki, chowając je w ścianie. Podoba mi się. 
Po zakończeniu remontu muszę tylko pójść do spółdzielni pokazując dane techniczne zamontowanego grzejnika.


Tagi: remont
09:15, marzatela , Różne
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 06 marca 2017

Pierwszy tydzień remontu za mną. W pierwszym etapie miała być tylko łazienka i toaleta, ale konieczność wymiany rur z wodą spowodowała, że siłą rozpędu kuchnia też się załapała. Ma to swoje plusy, gdyż przy jednym bałaganie zostanie wyremontowanych więcej pomieszczeń i to tych najtrudniejszych (rury z wodą, gazowe), ale zwiększone środki finansowe potrzebne są od zaraz. Tym bardziej, że doszła konieczność wymiany instalacji elektrycznej. Budynek ma 40 lat, kiedyś nikt nie przewidywał wszystkich urządzeń, które wymagają zasilania elektrycznego. Nawet głupi czajnik z gwizdkiem został zastąpiony czajnikiem elektrycznym, a gdzie mikrofala, toster, piekarnik elektryczny, okap i inne takie? Już teraz w kuchni miałam mnóstwo przedłużaczy elektrycznych z kilkoma gniazdkami i pilnowałam, żeby jednocześnie nie włączać piekarnika i czajnika. No, a jak się robi remont - to lepiej raz, a dobrze.
Efektem ubocznym jest to, że w pokojach mam już tyle rzeczy, że czuję się jakbym miała nie kozę, ale stado kóz. Gdy to wszystko trafi na właściwe miejsca - w pokojach zrobi się taki luz, jakiego teraz nie mogę sobie nawet wyobrazić.

drzwi

Gdy zaczynaliśmy przymierzać się do remontu, pierwszą sprawą była myśl o nowych drzwiach. Szukaliśmy, wybieraliśmy, odwiedzaliśmy firmy oferujące drzwi + montaż. Problem w tym, że na tym etapie nikt nie chciał właściwie przyjąć od nas zamówienia, gdyż "drzwi to na samym końcu".  Niby racja, ale nie do końca. Naciskałam, monter od drzwi przyszedł i wstępnie wymierzył, zostawiając wytyczne odnośnie tego, jakie otwory mają zostać. Z zamówieniem kazał się zgłosić po zakończeniu remontu. I fajnie, ale w praktyce okazało się, że póki nie będzie zamontowanych ościeżnic (czyli futryn) - nie da się do końca położyć płytek na podłogę i do tego czasu przy samym wejściu będzie musiał zostać beton. Nie pamiętam szczegółów, ale mam dobrą ekipę remontową i naprawdę duże zaufanie do jej szefa. Problem w tym, że od czasu zamówienia (po ponownym pomiarze) na nowe drzwi czeka się 4 tygodnie. A do tego czasu łazienka i toaleta pozostają niedokończone? I mniejsza już nawet o brak drzwi, ale ten beton na wejściu...
Efekt był taki, że zaczęłam szukać gotowych drzwi w marketach budowlanych. Owszem, jest wybór i udało mi się znaleźć takie, które mi się podobają, ale okazało się, że brak do nich tych nieszczęsnych ościeżnic. Oczywiście można je zamówić - trwa to ok.3, 4 tygodni. Czyli stanęłam w punkcie wyjścia.
Na szczęście udało mi się rozwiązać problem. Razem z szefem ekipy remontowej pojechaliśmy do OBI, pokazaliśmy jakie drzwi ewentualnie nam się podobają, a potem mój fachowiec porozmawiał z doradcą klienta (kompetentny i rzeczowy) i udało się. Ościeżnice się znalazły, drzwi do łazienki również. Na drzwi do toalety trzeba wprawdzie poczekać 3,4 tygodnie, ale ościeżnice są.

Ulżyło mi tak, że wczoraj wieczorem padłam i o 21.00 poszłam spać. Obudziłam się dziś o piątej rano, gdyż przypomniałam sobie, ze w poniedziałek rano przyjedzie dostawa z OBI (nie tylko drzwi, ale też płytki do kuchni i nie mam bladego pojęcia, gdzie to wszystko postawić. Kompletnie nie ma już miejsca....


Tagi: Obi remont
07:16, marzatela
Link Komentarze (3) »
środa, 01 marca 2017

VAT-UE

 

Zaprzątnięta całkowicie remontem mieszkania, prawie przegapiłam - na szczęście subskrybuję newsletter portalu egospodarka.pl. Przeglądając je zauważyłam, że coś się zmieniło w składaniu VAT unijnym. Mimo, że nadal rozliczam VAT kwartalnie - to od początku tego roku deklaracje VAT-UE składa się tylko miesięcznie i w dodatku tylko drogą elektroniczną. To drugie to akurat nie problem i tak od dawna korzystam z aplikacji e-deklaracje do wypełniania i wysyłania poszczególnych formularzy podatkowych. I w sumie nie jest też problemem robienie to w cyklu miesięcznym. Zdenerwowałam się, gdyż mając zaległości w przeglądaniu maili - trafiłam na informację późno i przypadkiem. Ciekawe, co byłoby gdybym dowiedziała się o tym dopiero w kwietniu, szukając formularza kwartalnego? Tym bardziej, że jeszcze w styczniu wysyłałam deklarację za IV kwartał roku 2016.

Niestety, zmiany w naszym prawie i podatkach są tak często, że trudno nadążyć. A konsekwencje mogą poważne...

 

Jak rozliczać VAT....


czwartek, 23 lutego 2017

Leroy Merlen

W ramach mojego remontu i konieczności zakupu różnych potrzebnych artykułów i elementów wyposażenia, jak na dzień dzisiejszy najwięcej wydałam w Leroy Merlin. W sklepie stacjonarnym. Obsługa miła, uprzejma i kompetentna, bez problemu udało się także umówić dostawę i wniesienie. Generalnie jestem więc zadowolona, ale ....  To nie jest tak, że lubię się czepiać. Jednak zanim wybrałam się do sklepu - próbowałam przejrzeć dostępny asortyment w sklepie internetowym i tu pojawiły się problemy. Niestety, ale strona działa kiepsko i bardzo trudno jest zrobić zakupy w sklepie internetowym. Wejście - bez problemu, ale wchodząc w szczegóły - można zobaczyć wygląd tylko pierwszych pozycji na stronie - w kolejnych wierszach są już tylko zielone szlaczki.

Tu szukałam szafek lustrzanych do łazienki:

Leroy Merlen

Taka sytuacja nie wydarzyła się jednorazowo - tak jest praktycznie zawsze od początku roku (nie wiem jak było wcześniej). I to na różnych przeglądarkach.
Dla mnie jest to irytujące, gdyż wyklucza zakupy online. Utrudnia mi też zakupy w sklepie stacjonarnym. Chciałam się przygotować, poszukać interesujących mnie artykułów w internecie, a potem dotknąć je w realu. No niestety, nie udało mi się.
Szkoda. Dobrze działająca strona internetowa to w dzisiejszych czasach podstawa.


piątek, 17 lutego 2017

Przygotowania do remontu mieszkania w pełnym toku. Nie wyszły mi zakupy w Praktikerze, udałam się do OBI.

OBI

Wiedziałam mniej więcej czego potrzebuję, pooglądałam sobie też interesujące mnie artykuły na stronie internetowej. Wybrałam sklep stacjonarny,  żeby spokojnie się rozejrzeć, podotykać i przy okazji poszukać płytek i gresu.
Trochę to trwało, ale wyszukałam to, co chcę kupić, zapisując nazwę i numer katalogowy każdego wybranego artykułu. No i zaczęłam szukać kogoś z obsługi, kto mógłby przyjąć moje zamówienie. I to okazało się niestety pewnym problemem. Ładnych kilkanaście minut czekałam przy stoisku działu. W końcu gdzieś na horyzoncie dostrzegłam sprzedawczynię, za którą ganiali inni klienci. Stanęłam przed alternatywą: zapuścić korzenie przy stoisku albo też ruszyć w pogoń. Wybrałam opcję drugą i po dłuższej chwili udało mi się ją ściągnąć do stoiska. Po drodze wysłuchałam całej tyrady w stylu "jestem tu sama i mam cały dział na głowie, nie mogę się rozdwoić" itp.itd. Lekko mnie to zirytowało - zupełnie nie czuję się odpowiedzialna za politykę kadrową ani tego ani żadnego innego marketu. Pieniaczką nie jestem, nie oczekuję też aby od wejścia do wyjścia ze sklepu biegało za mną pięciu sprzedawców gotowych na każde moje skinienie, ale sytuacja odwrotna czyli klienci poszukujący sprzedawcy też mało mi się podoba.
Samo przyjęcie zamówienia poszło już szybko i sprawnie - przydały się te zapisywane przeze mnie numery katalogowe. Z zamówieniem udałam się do punktu obsługi klienta, żeby zapłacić i umówić dostawę. Też trwało to dłuższą chwilę - kilka osób stało w kolejce. W dodatku coś tam nie działało i chcąc obliczyć koszt dostawy i wniesienia trzeba było gdzieś tam dzwonić i dopytywać się o wagę zamówionych artykułów. W końcu jednak się udało, zapłaciłam i wyszłam z fakturą. Towar został dostarczony w umówionym terminie.
Generalnie jestem zadowolona z zakupów, ale na kolejną wizytę w tym sklepie raczej nieprędko się zdecyduję.

remont mieszkania



Tagi: Obi remont
19:02, marzatela , Znane marki
Link Komentarze (4) »
niedziela, 12 lutego 2017

Praktiker

Praktiker zawsze był moim ulubionym marketem. Wprawdzie odwiedzałam głównie dział ogrodniczy i elektryczny, ale zawsze byłam zadowolona z zakupów. Od kilku tygodni przymierzam się do remontu mieszkania, więc zakres moich zainteresowań znacznie się rozszerzył. Na pierwszy ogień - łazienka i toaleta - remont generalny i wymiana wszystkiego. Chcąc się zorientować w cenach i dostępnym asortymencie, poszukiwania wanny, umywalki, sedesu, płytek na ściany i podłogi itp. zaczęłam od internetu. Trzeba przyznać, że strona internetowa Praktikera jest nieźle wypozycjonowana - większość ofert właśnie stamtąd pochodziła. Kilka artykułów nawet mnie zainteresowało, ale po wejściu na stronę było już gorzej. Standardowym komunikatem było "produkt czasowo niedostępny" lub po dodaniu do koszyka nawet najmniejszej ilości (np.1 umywalka) w podsumowaniu było zero.

Wybrałam się do sklepu stacjonarnego. I niestety, doniesienia medialne o kłopotach Praktikera widać też na półkach. W wielu miejscach same pustki. Znalazłam płytki, które mi się spodobały, ale niestety - dostępna ilość na samą toaletę może by i starczyła, na łazienkę już nie. W rezultacie zrezygnowałam także z innych zakupów - choć wybrana przeze mnie wanna była (w sklepie internetowym - "produkt chwilowo niedostępny"). Stwierdziłam, że gdybym musiała skorzystać z reklamacji - mogłoby się to wiązać z problemami i lepiej nie ryzykować. Tym bardziej, że w necie trafiłam na artykuł informujący o tym, że do kilku sklepów Praktikera weszli komornicy. Wprawdzie Gdańska nie było na tej liście, ale kto wie, co będzie za kilka tygodni?
Szkoda, naprawdę lubiłam ten sklep. I pracowników - zawsze trafiałam na życzliwych, miłych i kompetentnych.

Na zakupy udałam się do innych sklepów - to temat na osobne notki.

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 41
| < Kwiecień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30












ministat liczniki.org