Codzienne zakupy i zmagania, aby starczyło do pierwszego. Jestem za biedna, aby kupować byle co. Prowadzę DG i staram się jakoś związać koniec z końcem.

Finanse

wtorek, 05 kwietnia 2016

Dzień 5 kwietnia to ogłoszony przez NBP (przy współpracy z Parlamentem Europejskim) "Dzień bez płacenia gotówką". W Polsce obchodzimy go pierwszy raz, podejrzewam, że w kolejnych latach akcja będzie szeroko nagłaśniana.
Czy to dobry pomysł? Moim zdaniem - tak. Kart płatniczych mamy w swoich portfelach całkiem sporo i sądząc z tego, co obserwuję robiąc zakupy - chętnie z nich korzystamy. Wprawdzie jeszcze są miejsca, gdzie kartą nie da się płacić, albo jest ograniczenie w stylu "płatność kartą powyżej 10zł", ale chyba jest ich coraz mniej. Kartą płaci się łatwo i wygodnie, choć pewnie też wydaje się więcej. Ograniczając się do kwoty gotówki w portmonetce - zawsze jesteśmy bardziej skłonni do ograniczenia listy zakupów. W dodatku, biorąc pod uwagę, że bankomatów nie przybywa, a wręcz przeciwnie (przynajmniej tak to wygląda u mnie na osiedlu) - warto zastąpić gotówkę płatnościami bezgotówkowymi.

Tak to wygląda przynajmniej od strony klientów, właściciele sklepów pewnie mają własny pogląd na tę sprawę. Owszem, odpada kwestia "kupiłabym, ale nie mam przy sobie tylu pieniędzy", przy płatnościach kartą klienci są też bardziej skłonni do rozrzutności, ale problemem może być tu opłata za operacje bezgotówkowe. Nie wiem ile operatorzy kart teraz pobierają od każdej transakcji? Swego czasu było to dość dużo, toczyła się dyskusja co zrobić, aby je zmniejszyć, ale jakoś przegapiłam informacje czym się to skończyło. W Gdańsku jest sklep komputerowy, w którym swego czas każdy artykuł miał 2 ceny: jedną, niższą dla transakcji gotówkowych i drugą - dla płatności kartą. Oficjalnie tłumaczono to, że dla płatności kartą są ceny promocyjne. Dawno tam nie byłam, ciekawe, czy ta zasada nadal obowiązuje?

Idę na zakupy,biorę kartę - w końcu mamy dzień bez gotówki....

czwartek, 26 lutego 2015

Podobno śmierć i konieczność płacenia podatków to jedyne pewne rzeczy na tym świecie. Trzeba się z tym niestety pogodzić, choć tylko w zakresie samego faktu. Problem wysokości, przejrzystości i przewidywalności podatków może i powinien już podlegać dyskusji.Także w kontekście roku wyborczego i obietnic składanych nam przez polityków.

Zostałam poproszona o umieszczenie na blogu tego tekstu:

 

Notatka ze spotkania dyrektorów izb skarbowych z urzędnikami MF:

Czyżby prawdą były najczarniejsze obawy podatników i przedsiębiorców?

Wyciekł skan z zapisu rozmowy urzędników Ministerstwa Finansów z izbami skarbowymi. Z treści rozmów wynika, że Polacy mają płacić jeszcze większe podatki, bo budżet jest w opłakanym stanie.

Zgodnie z treścią tajnej notatki powstałej po spotkaniu dyrektorów izb skarbowych z szefostwem Ministerstwa Finansów, aparat podatkowy rządu w 2015 roku ma być jeszcze bardziej opresyjny. Urzędnicy mają zmienić tok myślenia w sprawie kontroli podatkowej Polaków: "Należy obecnie zmienić tok myślenia w sprawie kontroli podatkowych - nie ma kontroli w celach prewencyjnych, kontrola ma przynosić wpływy budżetowe." Takie działania doskonale wpisują się w politykę fiskalną PO prowadzoną od kilku lat.

Ministerstwo Finansów wyznaczyło dyrektorom izb skarbowych w Polsce bardzo konkretne cele na 2015 rok: wzrost dochodów budżetowych, wzrost kontroli okresów bieżących oraz wzrost kontroli zakończonych pozytywnie (czyli nałożeniem domiaru podatkowego). Najbardziej szokujące jest jednak to, że przedstawiciele rządu chcieliby, aby urzędnicy skarbowi zmienili tok myślenia w sprawie kontroli podatkowych Polaków. Odrzucony ma być sens prewencyjny kontroli. Kontrole mają bowiem przynosić wpływy do budżetu i to ma być nadrzędny cel. Pilnujcie portfeli Polacy!

Tekst jest autorstwa Stowarzyszenia Obywatelska Rzeczpospolita Polska. Jest to nowe ugrupowanie, które właśnie podatki i wolność gospodarczą stawia na pierwszym miejscu. Strona stowarzyszenia jest tu:

Obywatelska RP

A sama notka Ministerstwa Finansów? Strach się bać. Prowadząc własną działalność gospodarczą i na co dzień starając się związać koniec z końcem, staram się rzetelnie wypełniać swoje obowiązki podatnika. I zupełnie mi się nie podoba, że moje państwo ma w planach traktowanie mnie i podobnych mi jako oszustów, u których trzeba coś znaleźć, aby załatać dziurę budżetową. Może lepiej byłoby się przyjrzeć wydatkom budżetowym? Tu z pewnością dałoby się wiele znaleźć. A ja sama już i tak całkiem niedawno, wbrew chęciom, zupełnie dodatkowo i niezgodnie z planami wsparłam budżet środkami, które zgromadziłam w OFE. Tamte pieniądze się skończyły i państwo znowu zagląda do mojej kieszeni?

 

wtorek, 17 lutego 2015

paragony

Ministerstwo Finansów po raz kolejny ogłosiło przygotowania do wprowadzenia loterii paragonowej. Pierwszy raz słyszałam o tym chyba dobry rok temu, tym razem ma być zrealizowany na jesieni tego roku.
Czy to dobry pomysł? Moim zdaniem wcale nie taki zły. Żyłkę hazardu ma w sobie pewnie wiele osób, a tu nawet nie trzeba wydawać dodatkowych pieniędzy jak w przypadku różnych gier losowych. Wystarczy zarejestrować swój otrzymany w sklepie paragon.

Sam pomysł z punktu widzenia państwa ma swoje uzasadnienie. Jego głównym zadaniem jest zwrócenie uwagi na to, czy sklepy i punkty usługowe, z których korzystamy płacą podatki. Prostym i oczywistym dowodem na to jest paragon z kasy fiskalnej. Jeżeli będziemy go żądać w każdym sklepie, u fryzjera, w gabinecie kosmetycznym, u lekarza - fiskus zyska,zmniejszy się szara strefa. W dodatku wcale nie trzeba zwiększać kontroli w terenie, każdy kupujący sam zadba, aby cała sprzedaż była rejestrowana.

Patrząc na to z perspektywy przedsiębiorców, przynajmniej tych uczciwych, też nie jest to zły pomysł. Komuś, kto uczciwie płaci podatki, jest trudniej konkurować z właścicielem firmy ukrywającej przed fiskusem swoje prawdziwe przychody, a więc mającym niższe koszty i płacącym niższe podatki. 

Ciekawe, co z tego ostatecznie wyjdzie? Ile osób zacznie brać udział w tej paragonowej loterii? W każdym razie efekty w postaci większych wpływów podatkowych powinny być widoczne,.

poniedziałek, 04 sierpnia 2014

Konto Paypal mam już od kilku lat. Ostatnio korzystam z niego raczej rzadko, choć wynika to głównie z radykalnego cięcia kosztów i ograniczenia zakupów w ogóle. Z tego też powodu zrezygnowałam z karty kredytowej - zanim całkowicie nie wyjdę na prostą, żadnego zadłużania się. Mogę wydawać tylko tyle, ile mam. I już.
Kilka dni temu musiałam zrealizować płatność internetową. Wydawało mi się, że to żaden problem - płatność realizowana poprzez Dotpay, wśród dostępnych wielu opcji - między innymi przelew z banku Millennium. Niestety, coś chyba nie zadziałało, gdyż pokazał mi się komunikat "wybrana forma płatności nie jest obecnie możliwa do realizacji". Cóż, zaczęłam szukać alternatywnych sposobów zapłacenia i zajrzałam na Paypal. Przy okazji przypomniałam sobie, że całkiem niedawno dostałam mail z PayPal, informujący o możliwości błyskawicznego doładowania konta. Zajrzałam tam - warunki spełniam, konto zweryfikowane, jestem jego właścicielką - postanowiłam sprawdzić. No i okazało się, że to błyskawiczne doładowanie to po prostu przelew BlueCash. Poszło szybko, sprawnie i w dodatku bezpłatnie. Konto Paypal miałam doładowane natychmiast, cała operacja zajęła ok.10 minut.

Podoba mi się to - całkiem pożyteczna możliwość. I całkiem dobra alternatywa do karty kredytowej, przynajmniej w zakresie płatności internetowych.

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Od tygodnia medialnym tematem numer 1 są taśmy z podsłuchami znanych polityków. Co kilka dni pojawiają się nowe, szeroko komentowane i oceniane. Pozostawiając zupełnie z boku kwestie polityczne, zaczęłam się jednak zastanawiać - co wynika z ujawnionych zapisów rozmów Sławomira Nowaka z Wojciechem Parafianowiczem?

Taśmy Nowaka

Pomijając całkowicie aspekt polityczny i skupiając się na elementach związanych z kontrolą fiskusa, warto spojrzeć na sprawę od strony prowadzenia działalności gospodarczej.
Czego bał się Nowak? Wygląda na to, że głównie kwestii niepotwierdzonych rachunkami wpłat na konto. Z punktu widzenia fiskusa - z pewnością jest to naganne. Jeżeli wpłaty były na konto - łatwo też wykryć. Zastanawiam się jednak, jak rozumieć słowa Parafianowicza o tym, że komputery w UKS to wyrzuciły już wcześniej? Zdaje się, że na tym etapie fiskus jeszcze nie miał dostępu do konta bankowego? Jaki jest więc algorytm działania? Każdy prowadzący działalność gospodarczą i wykazujący straty? Też tak miałam i jakoś US nie wzywał mnie na dywanik, z jednym wyjątkiem. Po pierwszym kwartale rozpoczęcia DG wystąpiłam o zwrot VAT-u - telefon z zaproszeniem na rozmowę miałam od razu następnego dnia. To jednak było oczywiste i byłam na to przygotowana. Świeżutka DG, pierwsze 3 miesiące działania i zwrot podatku - byłam sprawdzana głównie dlatego, aby sprawdzić, czy nie założyłam DG tylko po to, aby dostać ten zwrot. O takich firmach-krzakach sporo się swego czasu słyszało, skontrolowanie mnie wydawało się więc standardem. Nie mam o to pretensji, tym bardziej, że pokazałam KPiR, faktury, dowody ich opłacenia i już - wszystko było w porządku. Nie wiem, jak długo prowadzi swoją DG p.Nowak, czy występowała o zwrot VAT? Dlaczego do kontroli wytypował ją UKS, a nie US? Czyżby rzeczywiście chodziło o kontrolę "zadaniową"? Cokolwiek to oznacza. Może donos kogoś życzliwego?
W każdym razie wyniki tej kontroli wcale nie były porażające:

Odtajnione wyniki kontroli skarbowej Małgorzaty Nowak

Wykryto nieprawidłowości - na pewno na czoło wysuwają się tu niezaksięgowane wpłaty. Nie wiem, czy w takich przypadkach jest tylko korekta zeznań i wyrównanie podatku? Czy może także jakaś kara finansowa? Niezależnie od tego doszły jakieś nieprawidłowości związane z odliczaniem kosztów samochodu, choć tu zastanawiałabym się, czy to nie jest błąd Biura Rachunkowego? I dlaczego nie doradzono jej wliczanie w koszty m.in. kosztów terminalu do płacenia kartami, ubezpieczenia OC itp. W końcu za coś biorą pieniądze? 

Z ujawnionych wyników kontroli nie wynika, czy w ramach kontroli "crossowali" rachunek Sławomira Nowaka z rachunkiem żony, ale na dobrą sprawę - skoro DG wykazywała straty, to z czegoś trzeba było je finansować. Skoro mąż dobrze zarabiał - to nic dziwnego, że wspomagał żonę.
A tak w ogóle, to gdybym miała kogoś znajomego w skarbówce - to pewnie też czasem prosiłabym o radę, szczególnie w przypadku kontroli. Tu akurat nie mam pretensji do Nowaka. Za to od wiceministra finansów oczekiwałabym jednak wyższych standardów. Jego słowa "zablokowałem to" wyglądają bardzo nieciekawie... 


czwartek, 31 października 2013

skarbonka

Dzień 31 października jest co roku obchodzony jako Światowy Dzień Oszczędzania. Jak informuje Wikipedia ma już swoją kilkudziesięcioletnią tradycję. Właśnie tego dnia, we wszystkich krajach powinny być organizowane różnego rodzaju akcje propagujące szeroko rozumiane oszczędzanie.
U nas termin chyba mało szczęśliwy - tradycyjnie myślimy tylko o cmentarzach i odwiedzaniu grobów, tkwimy w ogromnych korkach i nie mamy ani czasu ani ochoty na żadne akcje, nawet te szczytne i warte propagowania. Inna sprawa, że jakoś wcale nie zauważyłam w mediach, aby ktoś taka akcję prowadził . Wprawdzie nie szukałam dokładnie (też przecież byłam na cmentarzu), ale raczej niewiele tego znalazłam. A szkoda - edukacji finansowej nigdy za wiele.

Sposobów na oszczędzanie jest wiele, ale wszystkie wymagają systematyczności, tylko wtedy są skuteczne. Trzeba wyrobić w sobie odpowiednie nawyki - zawsze gasić niepotrzebnie włączone światło (to mój konik), dokręcać kurki z wodą, przykręcać kaloryfery itp.itd. Na co dzień, nie tylko z okazji Dnia Oszczędzania czy w celu ratowania Ziemi. Na początku może być trudno, gdy "wejdzie nam to w krew", jest to banalnie proste i niezauważalne. A oszczędności są i nie warto ich pomijać. Wprawdzie wydawać by się mogło, że to niewielkie kwoty, ale ciągły strumyczek takich drobnych oszczędności może się uzbierać w całkiem niezłą sumkę.
Można łatwo to sprawdzić. Wystarczy codziennie wieczorem zaglądać do portmonetki i wszystkie monety danego nominału np. złotówki wrzucać do skarbonki. A po miesiącu zajrzeć do skarbonki i sprawdzić, ile się uzbierało.....

 

piątek, 27 września 2013

Dyskusja na temat wyższości ZUS nad OFE i/lub odwrotnie trwa w najlepsze. Mam wprawdzie bardzo poważne podejrzenia, że z jednej strony dyskutują ekonomiści, publicyści, blogerzy itp. czyli szeroko pojęta opinia publiczna, a z drugiej strony - rząd i jego eksperci. Te dwa światy są zupełnie niezależne, choć pewnie i tak później będzie można ogłosić, że konsultacje społeczne się odbyły....
Osobiście nie mam najmniejszych złudzeń - decyzja zapadła i nasze składki zgromadzone na kontach emerytalnych w ZUS zostaną znacjonalizowane. Z tego co czytałam, mimo że ustawa jeszcze nie przeszła przez parlament, przedstawiony przez ministra Rostowskiego budżet na 2014 rok opiera się o założenia, że środki z OFE przechodzą do ZUS.Trudno, klamka zapadła.
Zastanawiam się jednak, jak to formalnie wyjdzie w praktyce i budzą się we mnie kolejne wątpliwości. Tym bardziej, że już obecne rozwiązania nie skłaniają do optymizmu pod tym względem.

Gdy 7 lat temu zmarł mój mąż - jako osoba wskazana odziedziczyłam jego zgromadzone w OFE składki. Połowa została przekazana na moje konto emerytalne w OFE, druga połowa została wypłacona mi w gotówce. Tak to funkcjonuje i podobno nawet przejęcie środków przez ZUS niczego tu nie zmienia. A jak to wygląda już teraz?
Na wiosnę 2011 roku, jeszcze za czasów Fedak składka przekazywana do OFE została znacznie ograniczona - o część obligacyjną. Ta część składki jest podobno gromadzona w ZUS na zupełnie oddzielnych subkontach i podobno też podlega dziedziczeniu. Zastanawiam się tylko - skąd ZUS wie, komu chcę te środki przekazać? Mnie o to nie pytał. Czy mój spadkobierca będzie musiał więc przynieść zaświadczenie z OFE, kogo upoważniłam do pobrania moich środków na wypadek śmierci? Jakieś to dziwne. A może ZUS liczy na to, że większość zapomina i wcale nie zgłasza się po te pieniądze? Patent niezły, ale teoretycznie tych składek z każdym miesiącem jest coraz więcej. Wcześniej czy później spadkobiercy zaczną się zgłaszać, ciekawe, czy ZUS jest na to przygotowany?


Tagi: OFE ZUS
09:19, marzatela , Finanse
Link Komentarze (15) »
czwartek, 05 września 2013

Przy wprowadzaniu reformy emerytalnej umawialiśmy się, że rezygnujemy z systemu emerytur opartym na solidarności pokoleń i przechodzimy na system kapitałowy. Zasada "ile sobie uzbierasz - tyle będziesz miał" była podstawą tych ustaleń. Niestety, reformę wprowadzono i zapomniano o niej na długie lata. Przede wszystkim kolejne rządy i to niezależnie od opcji politycznych nie zadbały o to, aby zgodnie z założeniami reformy zasypywać dziurę w ZUS dochodami z prywatyzacji. Same OFE też nie okazały się cudownym rozwiązaniem - wysokie koszty własne skutecznie obcinają wysokość zgromadzonych tam środków.
Niezależnie od tego jednak co myślimy o samych OFE i zarządzających nimi - przyzwyczailiśmy się do myśli, że są to nasze własne, gromadzone na przyszłość pieniądze. Wczoraj okazało się, że wcale tak nie jest - państwo właśnie ogłosiło, że je zabiera.
Co myślę o tym - opisałam na swoim blogu politycznym:
Kreatywna księgowość czyli "przesunięcie" obligacji
W tej chwili najważniejsza jest jednak odpowiedź na pytanie - co dalej z naszymi emeryturami? Jakoś zupełnie nie widzę ani nie słyszę całościowej wizji jak ma wyglądać nasz system emerytalny, a chyba właśnie od tego debata publiczna powinna się zacząć. Wiadomo, że z przyczyn demograficznych nie da się już wykorzystać tu solidarności pokoleń. Dużo na ten temat mówiło się przy okazji podwyższania wieku emerytalnego. Jak jednak ma funkcjonować system kapitałowy skoro ZUS nie ma najmniejszych możliwości pomnażania naszych środków, gdyż musi je od razu wydać na bieżące wypłaty świadczeń? Zmiana własnościowego podejścia do składek emerytalnych zostaje w prosty sposób zastąpiona ich nacjonalizacją i politycznymi obietnicami waloryzacji. Niestety, ale przy takim podejściu trudno mieć zaufanie do własnego państwa. Tym bardziej, ze jest to rozwiązanie tylko na tu i teraz - przejęcie przez ZUS (też obciążony wysokimi kosztami własnego funkcjonowania) całej rzeszy emerytów wywoła tylko powiększenie istniejącej dziury budżetowej w przyszłości. Z punktu widzenia rządu - takie rozwiązanie pewnie pozwoli na odtrąbienie sukcesu w postaci zmniejszenia w tym roku zadłużenia finansów publicznych, jednak z punktu widzenia przyszłych emerytów - niczego nie załatwia.

Może czas najwyższy na przeprowadzenie nowej, porządnej reformy emerytalnej? Może warto zastanowić się nad wariantem kanadyjskim? O tym wszystkim trzeba dyskutować i to w znacznie szerszym gronie niż ministerialne gabinety. I nie mam tu na myśli wielkiej nagonki na OFE i straszenie ryzykiem inwestycyjnym w opozycji do bezpiecznej emerytury państwowej. Przecież jeżeli zdecyduję się na pozostanie w OFE - to i tak większość zgromadzonych tam przeze mnie środków zostanie zabrana do ZUS-u, a pozostanie tylko część "akcyjna". Oznacza to, że ZUS i tak będzie wypłacać mi emeryturę, a ryzyko giełdowe dotyczyć będzie tylko niewielkiej części. Być może, że będę miała pecha i stracę, ale być może, że środki te urosną i moja dodatkowa emerytura będzie całkiem zauważalna.

Aż się prosi tu o debatę pod hasłem naczelnym "nic o nas bez nas" - emerytury dotyczą wszystkich, a w porównaniu z politykami patrzymy na to w znacznie dłuższej perspektywie niż tylko bieżące potrzeby budżetu, dotrwanie do końca kadencji czy wygrane wybory.



piątek, 28 czerwca 2013

Co to jest składka emerytalna? Odpowiedź na to pytanie ma kluczowe znaczenie do zrozumienia tego, co dzieje się z naszymi emeryturami.
W czasach PRL-u sprawa była oczywista. Składka emerytalna - teoretyczna i niewidzialna - poprzez budżet państwa trafiała do ZUS-u. Oczywiście nie po to, aby coś tam było składowane czy inwestowane, ale po to, aby była gotówka na wypłatę bieżących świadczeń emerytalnych.
Reforma emerytalna zmieniła to wszystko. Przede wszystkim przeszliśmy na system kapitałowy - czyli nasze składki miały być gromadzone w II filarze w OFE. Obowiązuje tu zasada, że ile sobie uzbieramy, tyle będziemy mieć. Teoretycznie moglibyśmy to nawet robić sami, ale państwo woli dopilnować, żebyśmy naszych pieniędzy nie przehulali już teraz, zostając na starość z niczym. Oznacza to, że nasze składki są wprawdzie pobierane przez ZUS, ale jest on tu tylko pośrednikiem i musi przekazać je do OFE. Jak więc można twierdzić, że to OFE generują dług państwa? Równie nietrafny jest zarzut, że to OFE są winne temu, że państwo emituje obligacje. Państwo  jest zadłużone, potrzebuje pieniędzy na wypłatę bieżących emerytur, więc wystawia weksle, a OFE są ustawowo zmuszone do do ich wykupu. Problem jednak w tym, że wynikająca z konieczności wypłacania bieżących emerytur dziura w ZUS powinna być już dawno temu zasypana wpływami z prywatyzacji. Czy nie takie właśnie były założenia?

OFE mają sporo wad i jest sporo powodów do ich krytyki. Jednak raczej nie za, za co atakują je politycy. Wprawdzie wygodnie jest zrzucać na kogoś winę za własne błędy i zaniedbania, ale jest to po prostu nieuczciwe. W tym starciu staję po stronie prof.Balcerowicza.
Zgadzam się też z jego stwierdzeniem, że wyborcy PO nie darują swojej partii skoku na ich pieniądze.


Tagi: OFE ZUS
21:47, marzatela , Finanse
Link Komentarze (15) »
niedziela, 05 maja 2013

Forum Obywatelskiego Rozwoju opublikowało na swoich stronach bardzo ciekawy raport:

Rachunek od państwa

Wynika z niego, że każdy podatnik dołożył do wspólnego worka budżetowego 18 tysięcy zł.  Warto tam zajrzeć i popatrzeć, co jest dla nas najkosztowniejsze.
Poza tym nigdy nie jest za dużo przypominania, że państwo ma tylko to, co nam w formie różnego rodzaju podatków. Jeżeli chcemy na coś więcej wydawać - to albo obcinamy inną pozycję albo zwiększamy przychody czyli podatki.

Choć i tak najwięcej musimy przeznaczyć na emerytury, a to pozycja wzrastająca, szczególnie w dobie kryzysu związanego z OFE.

20:18, marzatela , Finanse
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5
| < Listopad 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      












ministat liczniki.org